
To już pewnie ostatni wpis przed odlotem do Polski, bo jutro odłączają internet. Zostało jeszcze mnóstwo zdjęć z urlopu do wrzucenia. Do zobaczenia w ojczyźnie.

















A oto opis znaleziony grzes w necie: "Glow worm to jeden z najbardziej sławnych nowozelandzkich owadów. Jego cykl rozwojowy od larwy do owada trwa około roku. Larwa ma w swoim odwłoku "światełko", które wytwarzane jest przez bakterie (podobnie jak u świetlików tyle, że niebieskie a nie zielone). Larwa glow worm'a wypuszcza z odwłoka długą klejącą "nić". Owad zwabiony światłem z odwłoka podlatuje i przykleja się do nici, po czym następuje konsumpcja ofiary, zostaje ona wciągnięta za pomocą liny, do której się przykleiła. Światełko świeci tym mocniej im głodniejszy jest robaczek.
Widok tej formacji owadziej podobny jest do rozświetlonego gwizdami nieba, tyle że jesteśmy w jaskini."
Jeszcze jedno: czy juz wspominalam, ze w sierpinu sie rozmonzymy do rozmiaru 2 plus trzy (Panie zmiluj sie), to dlatego na zdjeciach zaczynam przypominac paczka w masle (ach paczki, ogorki, bulka z kielbasa, mam nadzije ze wszystko smakuje jak rok temu)