Wednesday, January 27, 2010

Kauri


Takie sobie stare drzewka występujące tylko w NZ. Są największymi (nie najwyższymi) tutaj drzewami. Były masowo wycinane na drewno do budowy statków i obecnie jest ich już niewiele. Rosną bardzo grube nawet do 16m w obwodzie.


To jeden z najgrubszych okazów, bodajże drugi w NZ jeśli chodzi o obwód.

Kolejny dzień w Zatoce Matauri


Zapomniałam jeszcze dodać, że Bay of Islands (Zatoka Wysp - ta z rejsu) według badań z roku 2006 uznano za drugie na świecie miejsce pod względem intensywności błękitu nieba po Rio de Janeiro. Ach te statystyki, zawsze można wynaleźć coś, w czym się przoduje.




Jesteśmy na wczasach... tatatataa tak mi się skojarzyło.

W drodze


Smakowity precelek przegrał ze zmęczeniem.

Tuesday, January 26, 2010

Widokówka z rejsu po Zatoce Wysp.


Bay of Islands to jedna z największych żeglarskich, wędkarskich i turystycznych atrakcji NZ. Latem oblegana głównie przez mieszkańców Auckland, jak większość naszych sąsiadów na kempingu. Dwie największe miejscowości to Paihia (bliżej lądu) i Russell na końcu półwyspu, do którego przepływa się promem. Nie widzieć Bay of Islands z wody to tak jakby wcale nie zobaczyć, więc wybraliśmy się na rejs "pływanie z delfinami". Z wielu firm oferujących wycieczki po wodach zatoki wybraliśmy najstarszą i podobno najskuteczniejszą. Szczycili się ponad 90% skutecznością w odszukiwaniu wodnych ssaków. W opcji za dodatkową opłatą już na pokładzie było schodzenie do wody i pływanie wśród delfinów, jeśli będą sprzyjające warunki. Niestety delfinów nie widzieliśmy na rejsie, czyli mieliśmy wielkie szczęście (1 do 10). Dostaliśmy kupon na następny rejs, bowiem firmy te zwykle gwarantują swoją ofertę. Polega to na tym, że nie zwracają pieniędzy za nieudany rejs, ale można popłynąć po raz kolejny, aż do skutku. Kuponów jeszcze nie wykorzystaliśmy, bo nie uśmiechała się nam podróż do Paihia kolejnego dnia w upale i spędzenie dnia na statku, kiedy można było leniuchować na kempingowej plaży. Tak więc nasze vouchery czekają na kolejną okazję, może za kilka lat (są ważne bezterminowo i podobno najdłuższy okres po jakim ktoś się zgłosił na ponowną wyprawę to 14 lat). Delfinów nie było na rejsie za ciężkie pieniądze, a pojawiły się następnego dnia przy plaży na kempingu i to całkiem za darmo. Ale o tym później.





Przystanek w czasie rejsu na jednej z wysepek.



Znów pohutukawa.

Matauri Bay


W tej zatoczce zabawiliśmy na 5 dni. Mieliśmy szczęście bo miejsca na tym kempingu są rezerwowane na kilka miesięcy wcześniej. Jest to jedna z piękniejszych plaż na północy, przy której można biwakować. Najczęściej rozbijają się tu stali bywalcy. Do zatoki prowadzi kilkukilometrowy zjazd krętą drogą. Na miejscu nic oprócz plaży, namiotów wozów kempingowych i sklepiku/biura, w którym rządzą 3 lub 4 starsze panie, chyba także wieloletnie pracownice.

Tak to wygląda z lotu ptaka. Widać rzędy namiotów i przyczep. My byliśmy w drugim, ale przed nami był stół piknikowy i drzewo, także żaden namiot nie zasłaniał nam widoku na ocean.



Klimatów świątecznych ciąg dalszy, czyli piknik Bożonarodzeniowy. Właśnie jemy pudding czekoladowy.

Większość namiotów i przyczep była udekorowana lampkami, a niektórzy nawet przywieźli ze sobą choinki.

Widok z namiotu, naszego.

Przystanek w Kawakawa i to wcale nie na kawę.


Turyści zatrzymują się na "siusiu" właśnie w miejscowości Kawakawa. A to z powodu słynnej toalety publicznej zaprojektowanej przez austriackiego architekta Friedensreicha Hundertwassera. Wiktor na widok tego miejsca przypomniał sobie, że czytali o nim w szkole i uraczył nas kilkoma informacjami na temat tego miejsca, np. że "ten Pan nie lubił kątów prostych".



Wigilia 2009


Ponieważ byliśmy w drodze to i wigilia w klimacie wczasowym.


Jedynie Łucja na galowo przy swoim pierwszym w życiu opłatku.

Proszę zwrócić uwagę, że mieliśmy barszczyk i pierogi...

oraz mniej tradycyjne dania zamiast śledzia.

I po wieczerzy.

Wreszcie lato.


Im dalej na północ tym cieplej. Niestety w Wellington jak do tej pory o lecie w tym roku nie słyszano.

Nie wszystkim było ciepło. Powyżej baseny z ciepłą wodą termalną.

Drzewo pohutukawa, które w okresie świątecznym kwitnie na czerwono. Kiedy przekwita na ziemi tworzy się karmazynowy dywan z maleńkich igiełkowatych płatków. Jest jednym z symboli Nowej Zelandii, zwłaszcza okresu Bożego Narodzenia.

Prawdziwe wakacje.

Plaża przy kempingu w środku sezonu.


Sunday, January 24, 2010

Huka Falls


Pierwszy przystanek w Taupo. Rzeka i wodospad Huka Falls.



Wycieczka do parku Craters of the Moon z gorącymi źródłami.

Babcia i Wiktor wybrali się na przejażdżkę motorówką, a my obserwowaliśmy to z brzegu. W restauracji przy farmie krewetek spotkaliśmy też polaków, turystów na wakacjach w NZ.Była miła pogawędka, a potem okazało się, że odeszli nie płacąc. Zostaliśmy zaczepieni przez obsługę, czy znamy tę parę, z którą rozmawialiśmy. Przyjmijmy, że to zwykłe nieporozumienie i może jednak zapłacili. Smutne:(

Tuesday, January 5, 2010

Wakacje 2009/10


Nareszcie upragniony urlop. Tym razem wzięliśmy się za Wyspę Północną, czyli tę na której południu mieszkamy. Ambitny plan to w dwa tygodnie dojechać na sam koniec na północy, czyli ponad 1000 km w lini prostej w jedną stronę. Zdradzę, że się udało. Mariusz wziął tylko dwa dodatkowe dni urlopu do pięciu przymusowych. Jest nas sześcioro z babcią i w naszą toyotę byśmy się nie zmieścili. Tak sobie wymyśliłam, że skoro wypożyczenie kosztuje około stówy za dzień to lepiej coś kupić i po wycieczce odsprzedać. Trafiło się nam używane auto od Pana Krzyśka mechanika z Lower Hutt. Zawsze to jako taka gwarancja, że się nie rozkraczy w połowie drogi. Jak zwykle obładowani wyruszyliśmy nad ranem w poniedziałek 21 grudnia.
Zdjęcia robione przez szybę w okolicy Mt Ruapehu w kierunku na Taupo, gdzie mieliśmy pierwszy nocleg.


Wyświetl większą mapę
Tak mniej więcej wyglądała trasa naszej wyprawy

Po przebudzeniu