Sunday, August 10, 2008

Staglands


Jakiś czas temu byliśmy w miejscu, które właściwie trudno zaklasyfikować. Z niczym podobnym się w Polsce nie spotkaliśmy, a i pytani Kiwusi też nie potrafili powiedzieć jak to właściwie nazwać.
Jakby rezerwat przyrody połączony z farmą zwierząt, takie zoo ale jedynie z lokalnymi gatunkami i właściwie na wolności. Do tego jeszcze pozostałości po osadzie chyba jakiejś kopalni.
Dzieciom i nam staruchom bardzo się podobało. Sami popatrzcie.



Tymek trzyma torebkę z karmą dla tutejszych zwierzaków. Można było karmić wszystkie oprócz ryb.

Miejsce na piknik, można sobie także pogrillować.

Jakaś dziwna odmiana świń, żeby nie było, trzoda chlewna w NZ jest podobna do naszej. To tylko jakieś okazy zoologiczne dla zwiedzających.


Ptaki można było karmić prawie z ręki.




A tu pozostałości z jakiejś osady.




Bydło i rogacizna.


Nie wsytarczyła karma i buziaki...

Jelonkowi najbardziej smakowały stare sznurówki Mariusza. Kiedy on wreszcie pozbędzie się tych butów (kupione 5 lat temu w Stanach na wyprzedaży za $9,90).

Wziął i wyrwał, bezczelnie resztę karmy i wyżarł z torebki.



czarne..

i białe

I znowu Te Papa


Mądre miny.

I głupie miny.



Maoryska wioska.

Monday, August 4, 2008

Sunday, July 27, 2008

Muzeum kolejnictwa Silver Stram


Kilka tygodni temu zrobiliśmy krótką wycieczkę za miasto. To małe muzeum było ciekawą atrakcją dla dzieci.








Przejażdżka prawdziwym starym pociągiem z lokomotywą. Była para, konduktor, i odgłosy jak ze starego filmu.



Tęcza



Mariusz uchwycił takie widoki z naszego tarasu.

Wednesday, July 16, 2008

Karori Sanctuary


To nasza wyprawa do rezerwatu ptaków nieopodal naszej dzielnicy, prawie w centrum miasta.
Jeszcze sprzed ery samochodu. Pogoda i przyroda jak widać.


Nasze głodomory - na początek smaczne kanapeczki. Na szczęście po wycieczce były jeszcze pieczone kiełbaski. Staliśmy w kolejce po ostatnie 4. Strach pomyśleć co by było gdyby nie starczyło, ostatnie metry dzieci pokonywały przy ciągłym zapewnianiu, że już właśnie docieramy do kiełbasek.








Friday, July 11, 2008

specjalnie dla Łukasza

Tymek...

....i Wiktor





Wednesday, June 25, 2008

koniec i początek wędrówek

Kupiliśmy auto. I w końcu będzie można jechać gdzieś dalej oraz wybrać się na zakupy bez plecaka. Toyota Caldina 1996 station wagon czyli kombi, granatowa. Chyba najleszy samochód jaki mieliśmy do tej pory. Przynajmniej do tej pory (a jechałam nim tylko raz:)

Thursday, June 19, 2008

Szkoła Wiktora i nasza okolica


Mieszkamy niedaleko szkoły, trzeba przejść przez 2 boiska, trawiaste i betonowe. Czasem jednak musimy iść na około, kiedy pada lub padało i jest błoto.

To widok ze szkoły w kierunku naszego domu i zatoki.
Od nas z okien zatoki nie widać, bo jesteśmy niżej i sąsiad zasłania. Ale wystarczy świadomość, że ona tam jest. W końcu mieszkamy na ulicy o nazwie "Widok na morze".
Nasz adres, jakbyście chcieli coś posłać (oczywiście chętnie przyjmiemy każdy podarek:):

5 Seaview Terrace
Northland, Wellington 6012
New Zealand





Po odprowadzeniu Wiktorka do szkoły, wracamy do domu.

Wednesday, June 18, 2008

życie codzienne i weekendowe

Jesteśmy zalatani. To znaczy, jak to w życiu dorosłym, czy to w Polsce, czy na początku świata, czyli tutaj. Ja pracuję od 9 do 4. Mariusz po 8 godzin, tyle że we wtorki, środy i czwartki chodzi wczesnie rano, żeby móc odebrać dzieci o 3ciej. W poniedziałki i piątki do Tymka przychodzi Kristy i odbiera też Wiktora ze szkoły i czeka, aż przyjdę z pracy. Nasze dzieciaki chodzą spać około 8 wieczorem, wiec niewiele czasu zostaje na tzw. "życie". Jedynie weekend.
Ten przydługi wstęp był po to, aby wyjaśnić, czemu nic nie piszę. Powoli będę to nadrabiać. Na początek zaległe zdjęcia. To było na początku maja chyba. Wtedy jeszcze było w miarę ciepło.

To w Te Papa, czyli muzeum Nowej Zelandii

Małe conieco w kafejce.

W Te Papa jest wiele atrakcji dla dzieci. I oczywiście jak na Nową Zelandię przystało, kącik "hodowla owiec".

Wiktor rośnie!

Chłopakom się podobało, będziemy tam wracać (zwłaszcza że wstęp wolny i można zaglądać tak często jak tylko się zechce, tzn raczej jak pogoda sprzyja - czyli kiedy pada).

Saturday, June 7, 2008

----



Dziś był dobry dzień na odnalezienie Jacka.
Słońce i nawet wiatr jakiś cieplejszy.
Jacku, do zobaczenia na szlaku...

Friday, June 6, 2008

Jacek

Nasz kolega zaginął w górach. Nie ma go już prawie tydzień. Policja, wojskowe helikoptery i ekipy ratownicze przeczesują park do którego się udał. W niedzielę przylatują do Wellington jego rodzice. Na bieżąco śledzimy wiadomości. Już od środy głośno o tym w tutejszej telewizji. W Polsce pewnie nic na ten temat nie podano.
Nie mogę myśleć o niczym innym, nie będę więc opisywać jak Wiktor bawił się na dzisiejszej szkolnej dyskotece.

Mam nadzieję, że następny wpis będzie o tym, jak go uratowano.

Saturday, May 31, 2008

po przerwie uff

Długo nas nie było w necie. Ale właśnie w czwartek nam zainstalowali. Teraz będą wiadomości z przeszłości. A działo się, oj działo.

Tak, przeprowadziliśmy się do super domku. Mamy duużo miejsca, kominek, taras, podwórko, a nawet rybki:) To ostatnie wyszło dopiero jak żeśmy zaczęli się zastanawiać po co nam właściciel zostawił pudełko z pokarmem na stole, okazało się, że ta kałuża przed domem to mini stawik i tam są jakieś złote rybki, tyle że woda mętna, nie wiem czy jeszcze żyją, ale chłopcy chętnie chodzą je karmić.

Przeprowadzka była niezłym logistycznym wyzwaniem, bo w ciągu jednego dnia musiałam przewieźć nasze rzeczy(a trochę sie tego nazbierało -walizki, torby, dwa rowery które kupiliśmy na tutejszym allegro) z hotelu oraz kanapę i dwa łóżka z różnych dzielnic Wellingonu bo bez tego nie byłoby na czym spać. Wynajęlismy samochód, po który musiałam z Tymkiem pojechać rano i cały dzień za kierownicą a Tymek jako mój pilot (Mariusz z pracy zerwał się tylko w czasie lanczu, żeby mi pomóc zapakować to wielkie łóżko). Wszystko poszło sprawnie, Mariusz po załadowaniu ostatnich walizek wypił duszkiem 4 szklanki wody.

Tymek od wtorku chodzi do przedszkola. na razie tylko na trzy dni, bo nie ma miejsc. nie wiem co Na piątek i poniedziałek trzeba szukać niani, bo ja już chodzę do pracy! Ale po kolei...