Friday, December 11, 2009

Święto zmarłych po latynoamerykańsku


W Muzeum Wellingtonu zorganizowano obchody Dnia Zmarłych zgodnie z tradycją meksykańską. Zawsze to jakaś odmiana wobec anglosaskiego Halloween. Było jak widać tradycyjne malowanie twarzy a potem pochód przez miasto.



Na tle ołtarzyka, jakie buduje się zmarłym wg meksykańskiej tradycji. Jak widać Łucja została oszczędzona.

W okolicach galerii miejskiej. Ciekawe czy ktoś zgadnie na cześć jakiej artystki pojawiły się te kropki na budynku. Wybieramy się na tę wystawę. Mam nadzieję, że zdążymy przed zakończeniem.



A to wieczorny widok z naszej poprzedniej ulicy. Niedawno się przeprowadziliśmy i jest jeszcze ciekawiej.

Tuesday, December 8, 2009

Piraci w drodze na dyskotekę




Koniec października - Łucja cz/b i w kolorze





Nieapetyczny apetyt

Queen Elizabeth Park i muzeum tramwaju


Udana pogoda, babcia się dała namówić na wycieczkę, a Wiktor spróbował jazdy na koniu.





21.10.2009

Łucja w połowie października 2009





Z cyklu niesamowite konstrukcje z odpadów.

5 października 2009


Możliwe tylko w NZ. Tymek na urodzinach u kolegi z przedszkola zorganizowanych w parku za miastem (jakieś 40 km). Atrakcją była przejażdżka miniaturowymi pociągami. Zimno przeszywało kości, a gdy nadszedł czas konsumpcji urodzinowych przysmaków zaczeło padać. Mimo, że jubilat trząsł się i miał katar przyjęcie odbyło się wg planu. Potem dostaliśmy od rodziców smsa z podziękowaniami za przybycie, przeprosinami za pogodę. Cos tam było wtrącone o tym, że mają nadzieję, iż już zdążyliśmy odtajać.


Sunday, November 8, 2009

Uaktualniony wpis


Dodałam rysunek Wiktora dla porównania. Całość tutaj.

Botanical Garden


Udało się nam w końcu wyciągnąć babcię do ogrodu botanicznego. Parę ładnych kilometrów, ale jakie "okoliczności przyrody"!



F1 w Te Papa





TheNewDowse


Wycieczka z dziećmi do galerii sztuki współczesnej TheNewDowse w ramach własnym sumptem "struganych" półkolonii. Były dwutygodniowe wakacje do zagospodarowania i tragiczna pogoda, pozostawało więc włóczenie się po muzeach i galeriach. Mieliśmy jechać pokazać babci góry, ale Łucja dostała kataru i pogodowo jak już wspomniano. Walizki musieliśmy rozpakować i zostać w Welly. Zamiast szusowania zaliczyliśmy więc trochę odchamiania.



Królik gigant, którego Tymek się obawiał.

Warsztaty plastyczne - lepienie z gliny. Wktor zrobił tor dla kulek, a Tymek z moją pomocą tygrysa oczywiscie i głowę słonia.